21 sierpnia 2013

Po prostu jestem sobą i nie staram się być lepszy od innych



Coraz częściej wielu młodych ludzi szuka szczęścia w większych miastach. Moim rozmówcą jest 22-letni Bartek Łoś, który mieszkając w Złotoryi realizuje się, a do tego w czasach kryzysu gospodarczego, który odbija się na naszym powiecie, daje promyk nadziei i radości Złotoryjanom sprowadzając gwiazdy polskiej muzyki na imprezy charytatywne. Czy patriotyzm lokalny jeszcze istnieje wśród młodych Złotoryjan? Okazuje się, że tak!


Kacper Pawłowski: Od kilku lat jesteś szefem fanklubu Ewy Farnej, współpracujesz z innymi gwiazdami. Jak i kiedy to wszystko się zaczęło?

Bartosz Łoś: Wszystko zaczęło się w dość spontaniczny sposób. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy technikum oglądając muzyczny kanał zobaczyłem teledysk pewnej wokalistki - dziewczynki, która śpiewała piosenkę "Tam gdzie nie ma już dróg". Jej autorką była oczywiście Ewa Farna. Szukając teledysku i piosenki dziwnym trafem nie wszedłem na Youtube tylko przez Google przekierowało mnie na oficjalną stronę Ewy. Trafiłem na forum, nawet się zarejestrowałem. Stąd właśnie dla fanów wziął się pseudonim "Unders", nick Łosiu był zajęty. Były tam wszelkie aktualności na temat koncertów, innych rzeczy, cała bibliografia Ewy i też bardzo ciekawi ludzie. Pewnego dnia sam zacząłem z nimi rozmawiać i tak zaczęła się wymiana zdań na temat koncertów i innych kwestii. Tak się złożyło, że akurat były koncerty blisko nas w Pradze, w Libercu i w Kłodzku w 2010 roku, gdzie robiliśmy 17 urodziny Ewy, a także wcześniej w Lubinie. Stwierdziłem, że warto pojechać na jakiś koncert. Po pewnym czasie odbywały się wybory do fanklubu, gdzie udało mi się dostać. Powiem szczerze, że wszystko to rozwijało się w błyskawicznym tempie. W 2010 roku na 17 urodzinach Ewy w Kłodzku było tylko 15 osób, to było bardzo kameralne spotkanie urodzinowe, ale już na przykład na 18-stkę w hali w Sosnowcu przyszło kilka tysięcy osób. W sumie obecnie mija już ponad 3.5 roku odkąd się z Ewą znamy.

KP: Skąd pojawił się pomysł stworzenia internetowej telewizji Ewy Farnej?

BŁ: Pomysł był ponownie dość spontaniczny. Wiele gwiazd ma różne projekty, np. blogi, strony o sobie, zdjęcia i pewnego razu od strony managementu wyszła propozycja, aby zrobić coś takiego, aby poprowadzić jakby kanał Ewy -  nagrywać wywiady, relacje. Miałem tyle szczęścia, że zostałem zaproszony do tego projektu. Od tamtej pory zacząłem jeździć razem z ekipą i nagrywać, tworzyć pierwszą w Polsce fanowską telewizję Ewy Farnej. To była wcześniej EwaFarna24com, a teraz EwaFarna TV. Nagraliśmy bardzo dużo filmów od tamtej pory, mamy kilka milionów wyświetleń wszystkich filmów, relacji i to na skalę różnych gwiazd w Polsce jest naprawdę zauważalne. Tym bardziej, że różnego rodzaju telewizje. tj. Eska, czy Viva zwracają na to uwagę. Telewizja Ewki w świecie muzycznym jest rozpoznawalna, internetowa bo internetowa, ale jest rozpoznawalna.

KP: Czy możesz opowiedzieć o jakiś nietypowych, zabawnych sytuacjach?

BŁ: Z Ewą tyle czasu spędzamy, że czasami jest na prawdę bardzo śmiesznie. Różne osoby myślą, że ja jestem np. bratem Ewy. “Pan jest bratem, tak?”. Tak samo miałem kiedyś przyjemność zagościć na portalu plotkarskim. Też były pewnego rodzaju domysły i zapytania “Czy to nowy chłopak Ewy Farnej?”. Dlatego też obecnie nie zwracam uwagi na portale plotkarskie, które tam cokolwiek piszą, ponieważ jest to w 99% nieprawda, więc można się dużo rzeczy dowiedzieć o sobie, które w 100% nie są prawdą. Dużo było takich sytuacji. Miałem też taką sytuację, że zostałem rozpoznany na uczelni przez prowadzącego. Jego córki są fankami Ewy i tatuś musi oczywiście z córkami oglądać te relacje. Tak po miesiącu pyta się mnie profesor “Czy to Pan jest ten który z Ewą Farną działa? Bo jest Pan łudząco podobny, tylko tamten jest nieco grubszy”. Ja mówię “Tak, to jestem ja”. Tak się miło złożyło, że miałem okazję wziąć autograf dla tych dzieci, zaprosić na spotkanie i też mam nadzieję, że pan profesor oczywiście ze swoimi córkami przyjedzie na zlot do Złotoryi.

KP: Nie spotykałeś się na początku z jakąś krytyką, śmiechami, albo z niewiarą ludzi w to, że możesz osiągnąć sukces, zrobić coś ciekawego?

BŁ: Na początku jak pojawiły się te pierwsze informacje, pierwszy wywiad, czy pierwsze zdjęcie z Ewką, że się spotkaliśmy, widzieliśmy, coś tam nagraliśmy to były pewnego rodzaju śmiechy, że “Farna, kto to jest? Po co ci to? Czemu się tym zajmujesz?”, “żałosne”. Ludzie mają różne gusta, ale powiem Ci, że patrząc teraz po tym czasie, te osoby, które się dziwiły, po części śmiały, całkowicie zmieniły swoje wcześniejsze zdanie bo widzą jak to wszystko wygląda i że tak naprawdę ja realizuję swoje marzenia, o których chyba każdy z nas marzy.

KP: Jakie masz plany na przyszłość zarówno te zawodowe jak i te związane z realizacją pasji?

BŁ: Jak na razie na pierwszym miejscu jest zajmowanie się muzyką - rozwijanie się w formie dziennikarskiej. W tamtym roku zająłem drugie miejsce w castingu do telewizji ESKA TV. Niewiele mi brakowało, ale uważam, że jestem młodą osobą i wszystko przede mną. Czy to będzie teraz, za rok, czy za dwa lata, jestem optymistą i uważam, że prędzej, czy później się uda. Oprócz dziennikarstwa zajmuje się oczywiście menedżerstwem. Obecnie współpracuję z Marzeną Kipiel-Sztuka - “Halinka Kiepska”. Oprócz tego współpracuję także z innymi artystami. Dla mnie to jest ogromna radość i satysfakcja. Ten czas, który z nimi spędzam organizując koncerty, zloty, spotkania, nagrywając, czy goszcząc na różnych galach muzycznych myślę, że w przyszłości może zaprocentować. Dlatego też chciałbym mieć swojego podopiecznego, którego będę miał możliwość poprowadzić przez szczeble jego kariery.

KP: Czyli używając terminologii piłkarskiej chciałbyś zostać takim scoutem, łowcą talentów?

BŁ: Chciałbym mieć jednego artystę, którym mógłbym się w 100% zająć. Nie jest łatwe mieć kilku artystów pod swoimi skrzydłami. To zajmuje bardzo dużo czasu, marketing, koncerty, rozmowy i inne sprawy. Wydaje, że to jest fajne, proste i przyjemne, że artysta przyjeżdża, zaśpiewa koncert, jedzie. W praktyce jednak tak nie jest, ponieważ są i próby, które muszą być rano przed całą imprezą, w tygodniu są wywiady, różnego rodzaju wyjazdy, akcje charytatywne, wiele różnych innych spraw i tak naprawdę cały czas coś się dzieje i trzeba być mobilnym. Dlatego zarówno praca artysty/muzyka, jak i managera wymaga dużej ilości czasu i sporych poświęceń.

KP: Czy znajomość celebrytów przeszkadza Ci w kontakcie z nowopoznanymi ludźmi? Czy nie masz takich obaw, że ktoś patrzy na Ciebie, że jesteś “tym Bartkiem Łosiem od Farnej”, a nie patrzą na Ciebie po prostu?

BŁ: Uwielbiam zajmować się muzyką, działać w tej branży z Ewą Farną, czy innymi artystami. To tak samo jak na przykład ktoś inny uwielbia grać w piłkę nożną, np. kibicować FC Barcelonie, czy udzielać się w świecie piłkarskim, czy też pisać artykuły do gazety. Moim zainteresowaniem jest muzyka i robię to z pasją i zaangażowaniem. Znajomość celebrytów nie przeszkadza mi w kontakcie z nowopoznanymi ludźmi dlatego, że nie traktuje innych osób na zasadzie “lepsi-gorsi”. Każdy jest taki sam. Ja też nie jestem lepszy od innych bo znam Ewę Farną, czy kogoś innego. To jest też pewnego rodzaju zabawa i też chciałbym udowodnić przez to czym ja się zajmuję, że udało mi się zrealizować moje marzenia, zmotywować innych ludzi, aby realizowali swoje pasje i marzenia bo każdy może je spełniać. Wiadomo są wzloty i upadki. Czasami jest ciężko, ale optymizm musi zwyciężyć. U mnie optymizm zwyciężył, że może się udać, choć wielokrotnie nie było łatwo, muszę przyznać, że też przemierzałem setki kilometrów, ale wiem że było warto. Dla mnie nie ma znaczenia czy rozmawiam z Ewą Farną czy Kacprem Pawłowskim.  To jest wokalistka, ona się tym zajmuje, śpiewa i w ten sposób zarabia na życie. Ty piszesz artykuły do gazety. To jest tak, że ona ma swoje zajęcie i ty masz swoje zajęcie. Ja robię to co robię i jestem z tego zadowolony.

KP: Jak jest z twoim wolnym czasem? Studiujesz, zajmujesz się fanklubem, prowadzisz telewizję artystki i współpracujesz z organizacjami charytatywnymi.

BŁ: Teraz jak organizuje zlot to jestem bardzo dużo czasu w domu, ponieważ większość spraw załatwiam tutaj na miejscu. Czasowo na przykład wygląda to tak, że gdyby nie zlot to często co dwa tygodnie jestem cały weekend czwartek-piątek-sobota-niedziela na koncertach w różnych rejonach Polski. Czyli tu na przykład Szczecin, na drugi dzień raz tak mieliśmy, że Rzeszów. Koncert się kończył o pierwszej w nocy, jedziemy żeby być na 12 na próbach, a potem jeszcze kolejnego dnia po tych wszystkich koncertach trzeba wrócić do domu, więc dla mnie błogim stanem jest to, że wracam do domu i mogę odpocząć. Oprócz Ewki pomagam także fundacji Animus przy różnego rodzaju imprezach. Udało mi się ściągnąć Rafała Brzozowskiego, Libera, czy Natalię Szroeder do Wilkowa na imprezę “Animus Dzieciom” (14 sierpnia). Z wymienionymi artystami współpracuję i działam dla nich w formie medialnej. Oprócz tego studiuję, teraz będę na trzecim roku.

KP: Wspomniałeś, że sprowadzasz gwiazdy do innych miejscowości. Jak ci się współpracuje z przedstawicielami tych miejscowości? Czy łatwiej, czy trudniej?

BŁ: Niekoniecznie te imprezy organizują lokalne władze, ale też lokalni działacze. Współpraca układa mi się bardzo dobrze, gdyby się nie układła to na pewno bym nie współpracował z różnymi osobami. Pomimo mojego młodego wieku, 22 lata, nie widać tej bariery. Ludzie szanują to co robię i też się dziwią, że taka młoda osoba, a zajmuje się takimi sprawami.  

KP: Przejdźmy do pytania o sam zlot. Skąd wziął się pomysł organizacji pierwszego zlotu i jak oceniasz to wydarzenie z perspektywy czasu?

BŁ: Oceniam bardzo dobrze, ponieważ jest to impreza, która jest bardzo innowacyjna, po raz pierwszy w Polsce międzynarodowy zlot, wcześniej takiej imprezy nie było. Uważam, że w tamtym roku było naprawdę dobrze, impreza się sprawdziła i mam nadzieję, że przy kolejnych edycjach będzie jeszcze lepiej. Chciałbym, żeby też zlot był pewnego rodzaju marką, tradycją i odbywał się w Złotoryi. Pomysł zlotu narodził się w taki sposób, że z roku na rok Ewa ma coraz więcej fanów. Na początku było niewiele, ale z każdym spotkaniem było nas coraz więcej. Wpadłem więc na pomysł, aby zrobić typowy zlot, gdzie Ewa przyjedzie, poświęci czas fanom, spędzi z nimi ten czas, da koncert, jedyny, niepowtarzalny, który wszyscy zapamiętają. To nie będzie normalny koncert jak podczas dni miast, tylko koncert akustyczny, który będzie trwał 2 godziny i będzie niezapomnianym przeżyciem.

KP: Czy w przyszłym roku spodziewasz się, że przyjedzie więcej fanów? Ilu mieszkańców Złotoryi się spodziewasz?

BŁ: W ubiegłym roku było 220 fanów z Polski i Czech, w tym ponad 100 ze Złotoryi na spotkaniu muzycznym, ale to było w ZOK-u, więc ilość biletów była ograniczona. Bilety rozeszły się wtedy błyskawicznie. Chciałbym aby ta impreza miała pewnego rodzaju swoją tradycję, aby co roku odbywała się w Złotoryi i żeby z każdym rokiem była coraz lepsza, zarówno pod względem organizacyjnym, jak i frekwencji. W tamtym roku było 220 fanów, w tym szykuję się około 500. Nie wiadomo jak będzie za rok, dwa, czy za trzy lata. Wszystko może się zmienić, formuła, miejsce, czas. Nie zamierzamy co roku powielać tego samego programu, w  tym roku co prawda formuła jest podobna, ale nie jest powiedziane, że za rok będzie tak samo. Możliwych atrakcji jest naprawdę wiele i z pewnością program zlotu będzie się zmieniał. Mamy w Złotoryi choćby grę miejską, która cieszyła się ogromną popularnością na Biegu Wulkanów, czy wiele innych atrakcji związanych z naszymi zabytkami, co daje nam spore pole manewru.

KP: Często jest tak, że na organizatorach wielu świetnych lokalnych imprez za drobne niedociągnięcia "wieszane są psy", a za to co dobre się nawet nie pochwali. Czujesz wsparcie od mieszkańców, lokalnych przedsiębiorców, samorządowców, od ludzi stąd?

BŁ: Jest to impreza bardzo tematyczna, która dopiero co startuje w Złotoryi. Wsparcie ze strony mieszkańców jest bardzo duże, ponieważ jest to coś czego w Złotoryi jeszcze nie było i ludzie są ciekawi tego jak to wygląda i przebiega. Niektórzy mogą myśleć, że jeśli jest to zlot fanów, to jest on tylko dla nich. Nic bardziej mylnego, na zlot może przyjść każdy, niezależnie od tego czy uważa siebie za fana Ewy czy też nie. Jesteśmy otwarci i nie chcemy zamykać się w jednym środowisku. Odnośnie pomocy lokalnych przedsiębiorców w obecnych czasach, w dobie kryzysu jest ciężko ze wsparciem finansowym, ale jakoś trzeba dawać sobie radę.

KP: Jak wyglądają przygotowania do zlotu? Z tego co mówiłeś ma przybyć ok. 500 fanów. Czy nie boisz się, że “wejdą Ci na głowę”?

BŁ: Oczywiście jest bardzo dużo pracy. Szukamy darczyńców, ponieważ dochód z imprezy będzie przeznaczony na trzy dziewczynki fundacji Animus i to jest w tym wszystkim najważniejsze, że ta impreza ma tak szczytny cel, na którym bardzo zależało Ewie, która całym sercem wspiera tą akcje. Piękne jest to,, że przy okazji czegoś można komuś innemu pomóc. Zlot organizacyjnie jest dopięty na ostatni guzik, wszystko jest celowo zaplanowane, marketingowo, promocyjnie, medialnie. Nie boje się, że “wejdą mi na głowę”. Organizacyjnie jesteśmy przygotowani na dużo większą liczbę osób, które by przybyły na ten zlot. Jest grupa wolontariuszy, są także inne osoby, które włączyły się w pomoc przy zlocie, więc wszystko jest w sposób logistyczny przygotowane w taki sposób, aby każdy najmniejszy szczegół był zrobiony jak najlepiej. Podam prosty przykład. Przyjeżdża fan do Złotoryi i na przystankach będą stali wolontariusze, którzy będą prowadzić go na nocleg, na spotkanie muzyczne i w inne miejsca. Będą również znaki prowadzące na imprezę. To się wydaje takie bardzo błahe, że to tylko to, ale patrząc na punkt organizacyjny tego wszystkiego to daje bardzo dużo. Fan przyjedzie z taką pewnością, że zaprowadzą go, że się nie zgubi, że jest pewność co gdzie jest i jak. To jest w tym wszystkim fajne!

KP: Mieszkańcy Złotoryi są dobrymi gospodarzami?

BŁ: Myślę, że tak. Prosty przykład to zeszłoroczna impreza. Naprawdę Złotoryja ma w sobie coś takiego, że jak jest jakaś impreza to potrafią się w pewien sposób zjednoczyć, pomóc przy organizacji, teraz mam wolontariuszy. Wiele innych osób potrafi się odezwać, zaproponować coś fajnego, innowacyjnego, dodatkowego i to jest właśnie w tym wszystkim najfajniejsze. W Złotoryi odbywa się bardzo dużo imprez w roku. Jest Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów, są Dni Złotoryi, w okolicach jest bardzo dużo imprez, czy w Wilkowie teraz fundacyjne, czy inne imprezy organizowane przez różnego rodzaju stowarzyszenia.

KP: Czy w naszych okolicach widzisz kogoś kto mógłby zrobić podobną muzyczną karierę?

BŁ: Złotoryja ma bardzo dużo wokalistów, wokalistek, którzy mogą naprawdę coś osiągnąć. Bardzo dużo jest kapel rockowych. Z takich osób, które doskonale znam i mogą naprawdę dużo osiągnąć jest np. Hania Markiewicz, Mariusz Florczyk, czy idąc rockowym kluczem jest zespół, który robi ogromną furorę Żółta Febra czy cover’owo Vexing Question. Fajną barwę głosu ma też Daria Staszak czy Malwina Jańta. Jednak aby osiągnąć sukces muszą ciężko pracować i wytrwale dążyć do wyznaczonych sobie celów.


KP: Czy uważasz, że jakoś lokalnie można im pomóc? Czy jakieś lokalne przedsiębiorstwa, grupy mogą coś w tym kierunku zrobić?

BŁ: To jest naprawdę bardzo ciężkie. Żeby zrobić karierę, żeby nagrać nawet jeden singiel trzeba naprawdę dużo pieniędzy. Z tego co wiem to firmy nie dość chętnie chcą się angażować w pojedyncze osoby, wolą bardziej grupową pomoc, a  zrobić grupowo coś nie jest wcale łatwo.

KP: Jak to bardzo może być kosztowne, aby dać szansę jednej osobie tak na początek?

BŁ: W zależności od rodzaju muzyki (komercyjna, czy niekomercyjna) to są pieniądze w okolicach 50 tysięcy złotych -  ogromne pieniądze, które nie wiadomo, czy się zwrócą. Wiele też zależy od szczęścia: nagranie singla, stworzenie tekstu, nagranie teledysku, promocja, telewizja, wyjazdy, Warszawa, Wrocław, wywiady, inne programy. Promocja jednego singla trwa od 4 do 6 miesięcy. Trzeba go promować. Potem kolejny singiel. Żeby w miarę się to wszystko udało najbliższe dwie, trzy piosenki, które się nagra powinny być mocne, czyli być przez ludzi rozpoznawalne. Dużo jest takich artystów, którzy zaczynali swoją karierę, nagrali jedną, dwie piosenki, a potem ginęli w gąszczu innych, nie przebili się. Tu też potrzeba dużo szczęścia. Fajnym przykładem w ostatnim czasie jest Jula, która przez Internet zrobiła karierę, to samo tyczy się Honey, Honorata Skarbek. To pokazuje, że naprawdę można coś osiągnąć. Potrzeba szczęścia, ale potrzeba też umiejętności, wiary w siebie i optymizmu.

KP: Jak widzisz miasto za 20 lat? W takim kontekście, że będzie np. XXII Międzynarodowy Zlot Fanów Ewy Farnej. Czy widzisz tutaj swoje miejsce za 20 lat?  

BŁ: Ciężko powiedzieć, ponieważ nie sposób przewidzieć co się stanie w tym czasie, czy zlot nadal będzie organizowany, jak potoczy się kariera Ewy itd. Rynek muzyczny jest bardzo specyficzny i zmienny. Na polskiej scenie muzycznej jest spora konkurencja, dużo się dzieje, więc nie można powiedzieć czy za 20 lat zlot nadal będzie organizowany. Czas pokaże. Powiem szczerze, że nasze miasto ma ogromny potencjał. Nie jest to Wrocław czy Warszawa, ale Złotoryja ma w sobie coś takiego urzekającego i myślę, że wiele osób się ze mną zgodzi. Co do mojego miejsca za 20 lat, cały czas widzę siebie w Złotoryi, to jest miasto w którym się urodziłem i wychowałem.

Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie już 23 Sierpnia na zlot, od godziny 14:30 - więcej informacji na stronie www.zlot-ewafarna.pl

Pliki cookies

Uwaga! Strona wykorzystuje do działania pliki cookies, które są zbierane między innymi w celach reklamowych oraz statystycznych, a także dla poprawy wygody korzystania z serwisu. Jeżeli nie zgadzasz się z tym wyłącz opcję w przeglądarce. Więcej informacji