19 czerwca 2013

Linia kolejowa, czy ścieżka rowerowa?


Prawdopodobnie takie pytanie jakiś czas temu zadali sobie włodarze naszego powiatu. Stare, zardzewiałe tory pozarastane samosiejkami, podmyte wiadukty - obraz nędzy i rozpaczy niczym z filmu katastroficznego! Pociąg tędy już nie przejedzie, a taki widok będzie tylko przypominał ludziom o przemijaniu, bądź wieszczył jakąś globalną katastrofę. Przejmijmy to wszystko od PKP PLK, zalejmy asfaltem i niech powstanie ścieżka rowerowa, która będzie atrakcją powiatu i przyciągnie turystów. Przecież nie ma w tym niczego niekorzystnego, bo czy w tak sensownym planie może kryć się coś złego?

Co jakiś czas regionalne media informują o okolicach Warty Bolesławieckiej. Miedź, złoto, srebro. Na dźwięk tych rzeczowników człowiekowi świecą się oczy. Może tam Bóg przeniósł starotestamentalny Eden? KGHM już podobno stara się o koncesję na rozpoznanie złóż, australijskie firmy również. Tak, to musi być raj obiecany! Jednak po chwili Pan Jasio ze Złotoryi zasmuci się i zapyta: Dlaczego Bolesławiec, a nie Złotoryja? A może jednak mamy coś wspólnego z bolesławieckim “Eden”? Spójrzmy na Iwiny, gdzie mieścił się kiedyś kombinat miedzi (zamknięty w 1987 roku). Czy ta miejscowość jest tak daleko od nas, abyśmy byli pozbawieni profitów? W dzisiejszych czasach 21 kilometrów to nie jest znaczna odległość. Iwiny nie leżą za górami i morzami, nie leżą też na terytorium obcego państwa. Mówimy o odległości, którą wielu z nas co tydzień pokonuje jadąc do kina, czy na weekendowe zakupy. Bolesławiec, o którym często mówimy w tym kontekście, że będzie największym beneficjentem tych złóż, jest oddalony od Iwin o 13 km. Wniosek z tego jest dość prosty: skorzystać możemy zarówno my jak i mieszkańcy Bolesławca. Skorzystać wtedy i tylko wtedy, gdy w porę obudzimy się i uświadomimy sobie, że możemy być częścią posrebrzanego miedziowo-złotego imperium.

Wróćmy jednak do ścieżek rowerowych. Kiedyś ten plan bardzo mi się podobał: nie widziałem żadnego uzasadnienia dla istnienia tych linii kolejowych. Czy jednak ktoś słysząc o trasie tych ścieżek rowerowych przejechał palcem po mapie i zauważył, że w dużej części linia kolejowa, które ma zostać zalana asfaltem wiedzie właśnie do okolic Warty Bolesławieckiej? W rzeczy samej 12 kilometrowy odcinek linii kolejowej 284 Jerzmanice-Zdrój - Nowa Wieś Grodziska to część tej właśnie linii! Po odbudowaniu około 12 kilometrowego odcinka Nowa Wieś Grodziska - Iwiny ZG dawnej linii 323 zwanej też “kolejką bolesławiecką” pociągi towarowe mogą wozić urobek! Dlaczego mają wozić przez powiat złotoryjski, a nie przez Bolesławiec, który ma świetne połączenie kolejowe? 

Na pierwszy rzut oka ktoś może powiedzieć, że wożenie urobku przez nasz powiat jest nieuzasadnione. Jednak linia, przy której istnieje stacja “Bolesławiec”, to najważniejsza linia kolejowa w województwie - część linii kolejowej E-30, część zwana również “linią zgorzelecką”. To na tej linii kursują tak zwane “dolnośląskie pendolino”. Odcinek Wrocław - Zgorzelec w znacznej części jest przystosowany do prędkości szlakowej 160 km/h (a dla przewozów towarowych 120 km/h). Wyobraźmy sobie co się stanie jeżeli po tej linii zaczną jeździć pociągi z miedzią, srebrem i złotem. Ciekawą rzeczą jest też fakt, o którym wspomina w publikacji “Linia do złota” (Przegląd Komunikacyjny 3/2013) pracownik naukowy Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej dr inż. Krzysztof Lewandowski. Pociąg jadący z Iwin do Huty Miedzi Legnica musiałby aż 6 razy zmieniać kierunek jazdy! Dla porównania pociąg jadący przez nasze linie kolejowe po przebudowie odcinka, który aktualnie jest nieprzejezdny, nie musiałby w ogóle. Mówi się, że legnicka huta ma zostać zamknięta i miedź ma być wożona do Głogowa, jednak nawet ten fakt niewiele zmienia.

Jeżeli chcemy być częścią Imperium Miedziowego zacznijmy rozwijać, a nie zwijać infrastrukturę. Zacznijmy budować, a nie burzyć. Przy okazji transportu miedzi przez nasz powiat pojawi się również potrzeba inwestycji w nasz kolejowy zabytek, co przełoży się na poprawę torowisk na odcinku Jerzmanice-Zdrój - Legnica. Wtedy nic nie będzie stało na przeszkodzie żebyśmy mogli liczyć na reaktywację pasażerskich połączeń kolejowych, którym można zapewnić rentowność. Spójrzmy na mapę połączeń kolejowych. Legnica jest słabo skomunikowana z Jelenią Górą. W najlepszym wariancie ok. 120 km, w wariancie używanym najczęściej 173 km. Po modernizacji linii kolejowej Jerzmanice-Zdrój - Marciszów, która jest nieprzejezdna tylko na 18 kilometrach otrzymujemy 81 km. Podobnie w przypadku modernizacji odcinka Jerzmanice-Zdrój - Lwówek Śląski (tylko, że on jest nieprzejezdny na ok. 24 kilometrach). Najkrótsze możliwe połączenia kolejowe tych dwóch miast! Czy stoi coś na przeszkodzie, aby takie połączenie wydłużyć do Szklarskiej Poręby, czy Czech? Nikt nie mówi o 15 połączeniach dziennie, ale 3-4 czemu nie? Pomysłem tym starałem się między innymi zainteresować Urząd Miasta w Legnicy. W odpowiedzi zostałem zaproszony przez Prezydenta Legnicy pana Tadeusz Krzakowski na spotkanie, które odbyło się 4 czerwca. Włodarz sąsiedniego miasta chciał poznać jak najwięcej szczegółów i czas pokaże, czy uzna, że warto zaangażować się w tę sprawę. Jednak z tego spotkania wyniosłem bardzo pozytywne wrażenia. Nie wnikam w legnicką politykę, ale podejście i przygotowanie prezydenta, a także samo zaproszenie, bardzo mi zaimponowało.

Wielu nie widzi sensu kolejowej reaktywacji Złotoryi. Mówią, że przecież mamy dużo połączeń busowych. Jednak warto zapytać osób, które wracają busami w piątki z Wrocławia, bądź podróżujących dzień w dzień do Legnicy jakie mają zdanie na ten temat. Te osoby nie raz pewnie doświadczyły tego, że zapotrzebowanie było większe niż liczba miejsc, a komfort był ograniczony. Busami dojeżdża wielu podróżnych mających ulgi ustawowe, które przewoźnicy prywatni respektują według uznania. Student za bilet kolejowy Złotoryja - Wrocław płaciłby 9,11 zł, a mógłby nawet 6,38 zł. Popatrzmy jeszcze na bezrobocie w powiecie, które wynosi 27%. Wielu będzie stąd uciekać, bo prace znajdzie w Legnicy, czy Wrocławiu, a część tylko tam będzie mogła się w pełni realizować. Czy gdyby zagwarantować im czas dojazdu do centrum Wrocławia na poziomie godziny wygodnym środkiem lokomocji część z nich nie rozważyłaby tego, aby mieszkać nadal w Złotoryi, a nie na obrzeżach Wrocławia? Czy także, gdy w przyszłości rozpocznie się wydobycie surowców, czy nie będziemy interesującym miastem do sprowadzania się tutaj górników i innych pracowników kombinatu? Zostańmy tak zwaną “sypialnią wielkich miast”. To nie obciach, a szansa na rozwój. Wtedy pewnie wybudowany zostanie basen i nie będzie to inwestycja 100-lecia, ale coś co będzie na porządku dziennym. Taki basen będzie mógł nawet powstać ze środków inwestora. Nasze okoliczne szkoły nie będą wtedy łączone, ale będą powstawały nowe. Ludzie nie będą zwalniani, ale zatrudniani. Niemożliwe dziś stanie się możliwe jutro. Wykorzystajmy szansę jaką daje nam nasze położenie i okoliczne surowce. Wykorzystajmy przy okazji nasz potencjał turystyczny. Mój rozmówca wspomniany wcześniej doktor Lewandowski powiedział o tym, że takie połączenie można też promować na zasadzie “wsiądź w pociąg i przyjedź do nas na piwo”. Ponadto koleją mogliby przybywać do Złotoryi widzowie Biegu Wulkanów, a także np. Zlotu Fanów Ewy Farnej organizowanego przez Bartka Łosia. 

Kolej w naszym powiecie może mieć uzasadnienie jeżeli zastanowimy się nad tym skąd i dokąd to ma być połączenie i jakie ma być jego znaczenie. Można np. skłonić Urząd Marszałkowski do wydłużenia 2 połączeń dziennie z Wrocławia obsługiwanych przez szynobusy, które kończą swój bieg w Legnicy. Czas przejazdu (bez remontu infrastruktury) ok. godziny i 50 minut na trasie Wrocław - Złotoryja byłby w porównaniu z czasem jazdy większości busów (ok. półtorej godziny) konkurencyjny jeżeli wzięłoby się pod uwagę ulgi ustawowe. W roku 2008 Starostwo Powiatowe w Złotoryi zleciło opracowanie “Perspektywicznego Studium Kolei Okrężnej”. W dokumencie tym proponowano, że szynobus pojechałby ze Złotoryi do Lwówka Śląskiego, Jeleniej Góry i przez Marciszów powrócił do Złotoryi. Może dobrym pomysłem byłoby połączenie Legnica - Złotoryja - Marciszów - Jelenia Góra - Czechy? Aktualnie przy okazji Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego na lata 2014-2020 powalczmy o wpisanie modernizacji naszych linii kolejowych do tego programu, a wtedy znajdą się pieniądze na ich modernizacje. Ostatnio słychać głosy, że UE chce postawić na poprawę jakości linii o znaczeniu towarowym. Nasze linie po dziś dzień mają takie właśnie wykorzystanie, a w momencie powstania kombinatu ich ranga może tylko wzrosnąć. Poza tym dlaczego nasza strefa ekonomiczna nie mogłaby zyskać atutu pod tytułem “możliwość zbudowania bocznicy do dobrej linii kolejowej”? Czy nie otwiera się przed nami szansa? Nie zalewajmy asfaltem ścieżek rozwoju podejmując pochopne decyzje, w których nie widzimy niczego złego, a za którymi kryje utrata szansy na coś wielkiego!

Tekst ukazał się w czerwcowym numerze “Echa Złotoryi” na stronie 11.

Pliki cookies

Uwaga! Strona wykorzystuje do działania pliki cookies, które są zbierane między innymi w celach reklamowych oraz statystycznych, a także dla poprawy wygody korzystania z serwisu. Jeżeli nie zgadzasz się z tym wyłącz opcję w przeglądarce. Więcej informacji